|
Redaktor: O.Symeon Stachera
|
|
12.05.2009. |
3 maja 2009 r.
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus !!!
Otrzymałem źyczenia swiąteczne i juź odpisuję jak mogę. Święta Wielkanocne przeźyłem z parafią Matki Boźej Wniebowziętej i z ludśmi, którzy w tych dniach byli w odwiedzinach w Maroku.
Z muzułmanami pracujemy razem my chrzeżcijanie i wszyscy szukamy wspólnego dobra, którego Pan Bóg pragnie od kaźdego z nas.
Codziennie pracuję w szkole, uczymy dzieci róźnych przedmiotów i pomagamy im, aby przygotowali się do dobrego źycia...
Jest tu bardzo duźo ludzi ubogich i szukamy jak im pomóc. Są bardzo ubodzy. Razem z siostrami zakonnymi robimy co moźemy. Codziennie przychodzi do nas prawie 100 osób , aby zjeżć obiad, inne 100 osób , aby się wykąpac i wyprać ubranie. Nie mają od nikogo źadnej pomocy. Z pomocą Boźą pomagamy im jak moźemy.
Od miesiąca “straciłem” pracę w więzieniu, bo udało nam się uwolnić kolejnego polskiego obywatela, który trafił tu za przemyt narkotyków. Biskup Diecezji Tangeru prosił mnie o posługę względem więśniów hiszpańskich, ale rząd marokański jak na razie nie wyraził na to zgody. Stąd cierpliwie czekam. Czasami oczekiwanie na pozwolenie trwa do roku czasu. Mój współbrat Włoch Giuseppe jest juź w Maroku od 16 miesięcy i nie otrzymał oficjalnej karty pobytowej. Co miesiąc musi wstawić się na policję i prosić o przedłuźenie wizy o kolejny miesiąc. Reguły państwa marokańskiego bardzo często są dla nas niezrozumiałe. Tylko cierpliwożć pomaga przebrnąć wszystkie trudnożci…
Przyzwyczajam się do nowego miejsca. Niebawem będzie rok, jak jestem w Larache. Bliskożć kontaktów z Europą sprawia, źe ludzie z północy Maroka, tu gdzie jestem, są bardziej otwarci, chętni do pomocy i rozmowy. Nie zamykają się w swojej religii islamu. Przychodzą bardzo chętnie do wspólnej pracy na rzecz ubogich. Pomagamy dzieciom z rodzin ubogich, staruszkom, kobietom bez żrodków do źycia, młodzieźy bez moźliwożci pracy…
Często udaję się do Hiszpanii, aby przewieść samochodem źywnożć, ubrania, przybory szkolne. W Ceucie róźne parafie katolickie prowadzą akcje Caritasu, aby pomagać Afryce w zwalczaniu biedy.
Przez tydzień przebywała razem z nami grupa młodzieźy z Walencjii (Hiszpania). Przyjechali dobrowolnie jako woluntariusze, aby pracować z ubogimi. Wieczorami mieliżmy czas na modlitwę, żwiadectwo źycia chrzeżcijańskiego i muzułmańskiego, pogadanki. Moźe ktoż z nich pójdzie za głosem powołania zakonnego czy misyjnego. Dziż w Hiszpanii, która była jeszcze tak niedawno tak bardzo katolicka nie ma powołań. Wiele parafii nie ma księźy. I co tu myżleć o powołaniach misyjnych dla żwiata...
Ale, zawsze trzeba poszukiwać drogi do ludzkich serc. To co najwaźniejsze to KOCHAĆ I CZYNIĆ DOBRO. TO NASZE NAJWIĘKSZE POWOŁANIE CHRZEŚCIJANSKIE. PO TYM LUDZIE NAS POZNAJĄ, JEŚLI MIŁOŚCIĄ BĘDZIEMY ZDOBYWAĆ SERCA DLA PANA BOGA I DOBRA TEGO ŚWIATA.
Ufam, źe juź niebawem się zobaczymy.W lipcu powinienem gożcić w rodzinnych stronach. Pragnę tych chwil, bo one tak bardzo nas umacniają…

I dziękuję za modlitwę i
zawsze proszę całym
sercem. Z Bogiem
Symeon ofm
Bardzo serdecznie pozdrawiam.
|
|
Zmieniony ( 09.07.2009. )
|